Jesteśmy jak duże dzieci

Tworzymy zabawek tłum
Aż z ręki cos nam wyleci
Coś spadnie i zrobi: bum!

Szybując nad horyzontem
W obszary nieznane nam
Nie myśląc co będzie potem
Liczymy na ślepy traf

Niby śnieżna kula swiat się coraz szybciej toczy
Nie łudź się, że wszystko pod kontrolą dawno jest
Bo jak diabeł z pudła nieraz jeszcze coś wyskoczy
I bez uprzedzenia skrzydła nagle urwą się

Rozumiem wielką potrzebę
By naprzód gnać ile sił
Lecz gdyby zwolnić troszeczkę
To ja bym jak człowiek żył

Ufając potędze zmysłów
Podziwiasz gadżetow kształt
Pod formą źródełko wyschło
Dla duszy pokarmu brak

Niby śnieżna kula swiat się coraz szybciej toczy
Nie łudź się, że wszystko pod kontrolą dawno jest
Bo jak diabeł z pudła nieraz jeszcze coś wyskoczy
I bez uprzedzenia skrzydła nagle urwą się

Niby śnieżna kula swiat się coraz szybciej toczy
Nie łudź się, że wszystko pod kontrolą dawno jest
Bo jak diabeł z pudła nieraz jeszcze coś wyskoczy
I bez uprzedzenia jazda nagle skończy się


Szalony koń

Mój teraz ruch, z życiem w szychy gram
Moich figur coraz mniej, patrz królowej brak
Kłótnia była, potem zmierzch, jakiś pusty bar
Nie żegnałaś nawet mnie pani mego snu

Cóż mi z tych zębatych wież, czego bronić mam?
Bierz to życie, wszystko bierz, wolę zostać sam
Żeby został mi ten szalony koń
Jak najszybszy z wszystkich pęd, tej muzyki dźwięk

Fioletowy motyw

Tuż za mostem światła czarnej rzeki toń
W oparach rozlewisk dnia pęknięty dzwon;
Rząd nut fioletowych niskim niebem gna
Dziwny tworzą motyw pejzaż cały gra...

Chmury sypią iskry
W żyłach pierwszy lód
Pamięć gubi twarze na rozstajach dróg!

Część, której mogłoby nie być

Galaktyk chłód
Obcych światów blask
Gardło złoty dusi pył
Gorycz sięga dna

A mój utracony czas
Gdzieś na pewno trwa
Może jeszcze dojdę go
Koń szalony gna

Ścieżka dobrych ptaków

Znowu dzień lekkim krokiem z zboczy zszedł
Żeglowałem w sinej mgle
Czarną łodzią w sinej mgle
Żeglowałem żyjąc wciąż gorzkim smakiem smutnych mórz...

Żeglowałem, żeglowałem w sinej mgle
Żeglowałem, żeglowałem w sinej mgle

Żeglowałem w ujścia rzek
Dobrych ptaków tropiąc ślad
Wypatrując miasta wierzch
Szklanych oczekując wież.

Wymyśliłem dzieckiem je
Uciekałem w myślach tam, uciekałem zawsze tam
Gdy dorosły jestem już zapomniałem drogi tej!...
Zapomniałem gdzie to jest
Zapomniałem drogi tej
Zapomniałem gdzie to jest
Zapomniałem, w sercu nikły tylko ślad...

Karnawał za bramą lwów

Tu brama lwów, tu stragan snów
Na rynku karnawał trwa
Już trzeci dzień bawimy się
Tłum kolorowy i ty

Ile to lat tłustych i złych?
Ile to lat nie byłem tu?
Ile to lat tłustych i złych?
Ile to lat nie byłem tu?
Zapomniałem drogi tam
Zapomniałem drogi tam
W codzienności często swej
Zapomniałem drogi tam

Dziś z pyłu dróg, zbłąkanych nut
Na nowo wznoszę swój gród
Z marzenia dom
Dopóki on istnieje sens widzę żyć
Zapomniałem drogi tam
Zapomniałem drogi tam
W codzienności często swej
Zapomniałem drogi tam

Z dalekich wypraw

Myśli wychodzą z cienia
Coś w człowieku się zmienia
I powracam z wyprawy na słoneczny ląd
Oto znowu dni ruszyły
Serce bije mocno szybko
I nie rzucam ciągle słowa
Słowa sens tylko znowu
Biec przez tłoczne chcę ulice
Zwykłym życiem się zachwycę
Bo widziałem jak wygląda
Jak wygląda mroczny brzeg

Tyko w porze wieczornej
Bluesa koniem szalonym
Na wyprawy się wypuszcza
Gdzie bywała już