Jesteśmy jak duże dzieci

Tworzymy zabawek tłum
Aż z ręki cos nam wyleci
Coś spadnie i zrobi: bum!

Szybując nad horyzontem
W obszary nieznane nam
Nie myśląc co będzie potem
Liczymy na ślepy traf

Niby śnieżna kula swiat się coraz szybciej toczy
Nie łudź się, że wszystko pod kontrolą dawno jest
Bo jak diabeł z pudła nieraz jeszcze coś wyskoczy
I bez uprzedzenia skrzydła nagle urwą się

Rozumiem wielką potrzebę
By naprzód gnać ile sił
Lecz gdyby zwolnić troszeczkę
To ja bym jak człowiek żył

Ufając potędze zmysłów
Podziwiasz gadżetow kształt
Pod formą źródełko wyschło
Dla duszy pokarmu brak

Niby śnieżna kula swiat się coraz szybciej toczy
Nie łudź się, że wszystko pod kontrolą dawno jest
Bo jak diabeł z pudła nieraz jeszcze coś wyskoczy
I bez uprzedzenia skrzydła nagle urwą się

Niby śnieżna kula swiat się coraz szybciej toczy
Nie łudź się, że wszystko pod kontrolą dawno jest
Bo jak diabeł z pudła nieraz jeszcze coś wyskoczy
I bez uprzedzenia jazda nagle skończy się


Nie ufaj zbytnio nowym modom,

Które dziejowy niesie wiatr.
Nim w lepsze jutro cię powiodą,
Skąd przypłynęły, lepiej sprawdź.

Nie ufaj zbytnio świeżym hasłom,
Na których jeszcze farba schnie.
Nim uznasz je za swoje własne,
Z historii parę lekcji weź.

Wszystko się już dawno gdzieś wydarzyło,
Nowe wciąż wraca raz po raz.
Nie łudź się że gdzieś tam czegoś nie było,
Wszystko już prawie widział świat.

Choćbyś za sobą spalił mosty,
Z przeszłością wszelki zerwał pakt,
Na twojej drodze znów wyrosną
Nowi prorocy starych kłamstw.

Co jakiś czas przez drzwi otwarte
Ktoś usiłuje z trudem przejść,
Co jakiś czas z tysiąca gardeł
Na nowo płynie stara pieśń.

Wszystko się już dawno gdzieś wydarzyło,
Nowe wciąż wraca raz po raz.
Nie łudź się że gdzieś tam czegoś nie było,
Wszystko już prawie widział świat.