Jesteśmy jak duże dzieci
Tworzymy zabawek tłum
Aż z ręki cos nam wyleci
Coś spadnie i zrobi: bum!
Szybując nad horyzontem
W obszary nieznane nam
Nie myśląc co będzie potem
Liczymy na ślepy traf
Niby śnieżna kula swiat się coraz szybciej toczy
Nie łudź się, że wszystko pod kontrolą dawno jest
Bo jak diabeł z pudła nieraz jeszcze coś wyskoczy
I bez uprzedzenia skrzydła nagle urwą się
Rozumiem wielką potrzebę
By naprzód gnać ile sił
Lecz gdyby zwolnić troszeczkę
To ja bym jak człowiek żył
Ufając potędze zmysłów
Podziwiasz gadżetow kształt
Pod formą źródełko wyschło
Dla duszy pokarmu brak
Niby śnieżna kula swiat się coraz szybciej toczy
Nie łudź się, że wszystko pod kontrolą dawno jest
Bo jak diabeł z pudła nieraz jeszcze coś wyskoczy
I bez uprzedzenia skrzydła nagle urwą się
Niby śnieżna kula swiat się coraz szybciej toczy
Nie łudź się, że wszystko pod kontrolą dawno jest
Bo jak diabeł z pudła nieraz jeszcze coś wyskoczy
I bez uprzedzenia jazda nagle skończy się
Dałaś mi w kość, jak przed tobą nikt,
Chyba już dość narobiłaś złej krwi,
Jeśli to plan zamierzony był,
Wspaniale wyszedł ci.
Cały ten czas wciąż kręciłem się
Cichy jak ćma, niepozorny jak cień,
Było ci z tym chyba nie tak źle,
A teraz słuchaj mnie, słuchaj mnie!
Mam tego dosyć, wreszcie zrywam się,
Mam tego dosyć, teraz rób co chcesz!
Gniotłaś tak, że poczułem ból,
Pierwszy od lat, możesz dumna być już.
Trzeba mieć cios, żeby wreszcie padł
Ktoś twardy tak jak ja.
Nie wiem już sam, gdzie złapałaś ten styl,
Wojsko to raj, gdy porównasz się z nim.
Jeśli cię stać na ten mały gest,
Posłuchaj tylko mnie, posłuchaj mnie!
Mam tego dosyć, wreszcie zrywam się,
Mam tego dosyć, teraz rób co chcesz!
Zrobiłem błąd, bo grywałem źle już od pierwszych dni.
Uciec stąd to jest wszystko co, co mogę zrobić dziś...