Nie myśl już o mnie na serio,
Zbyt poważnie mnie nie traktuj bo
Sto metalowych koni kupiło
Piskiem opon głowę mą...
Tam w kinie wolny jeździec
Powiedział, co to jest swobodny pęd,
Że miejsce na kochanie
To z drugiej strony horyzontu jest!
Nie płacz, ja mówię na serio,
Kupiłem nawet odpowiedni strój,
Olbrzymia srebrna yamaha
To słodkie upojenie, władca mój.
Znikają drzewa i ludzie,
Wiruje wszystko w benzynowej mgle,
Jednośladowy posłaniec
Duszę porywa, jadę tam gdzie chce!
Znikający punkt, światło w oddali,
Co w pamięci uda się ocalić z tamtych dni?
Ty pomyśl całkiem na serio,
Że zamiast głowy autostradę mam,
Czary na cztery gary,
Milkną w oddali ja nie jestem sam!
Dałaś mi w kość, jak przed tobą nikt,
Chyba już dość narobiłaś złej krwi,
Jeśli to plan zamierzony był,
Wspaniale wyszedł ci.
Cały ten czas wciąż kręciłem się
Cichy jak ćma, niepozorny jak cień,
Było ci z tym chyba nie tak źle,
A teraz słuchaj mnie, słuchaj mnie!
Mam tego dosyć, wreszcie zrywam się,
Mam tego dosyć, teraz rób co chcesz!
Gniotłaś tak, że poczułem ból,
Pierwszy od lat, możesz dumna być już.
Trzeba mieć cios, żeby wreszcie padł
Ktoś twardy tak jak ja.
Nie wiem już sam, gdzie złapałaś ten styl,
Wojsko to raj, gdy porównasz się z nim.
Jeśli cię stać na ten mały gest,
Posłuchaj tylko mnie, posłuchaj mnie!
Mam tego dosyć, wreszcie zrywam się,
Mam tego dosyć, teraz rób co chcesz!
Zrobiłem błąd, bo grywałem źle już od pierwszych dni.
Uciec stąd to jest wszystko co, co mogę zrobić dziś...